Łaskarzewscy

 nasza genealogia

Historie

» Pokaż wszystko     1 2 3 4 5 ... dalej»     » Pokaz slajdów

Kronika I Zjazdu Rodu Łaskarzewskich

Kronika I Wielkiego Zjazdu Rodu Łaskarzewskich
Spotkaliśmy się
Ród Łaskarzewskich, liczny i potężny, pielęgnował drzewiej tradycje protoplastów swych, a więzy rodzinne uznawał za rzecz niezwykle cenną. Nad Rzeczypospolitą nadciągnęły jednak wojny, a po nich przyszedł czas długotrwałej niewoli. Gdy wróg trojaki podzielił Ojczyznę, podzieleni zostali takoż i Łaskarzewscy. Żyjąc w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów tworzyli jedną, wspierającą się Rodzinę. W najtrudniejszych latach rozbiorów, w najgorszej sytuacji znaleźli się ci, którym przypadał los moskiewskich niewolników. Mimo, iż w Ojczyźnie wiele lat temu ogłoszono już odzyskanie Niepodległości, nadal część Łaskarzewskich przebywa na kresach dawnego imperium sowieckiego.

Przyszedł jednak Rok Pański 2005, a wraz z nim powiew tęsknoty za tradycją, rodziną i tym co trwałe. Zapachniało konserwatyzmem. W tym samym roku na Stolicy Piotrowej zasiadł miłujący tradycję papież Benedykt XVI, a głową Państwa Polskiego został prezydent Lech Kaczyński. 

W tym samym czasie zabłysła też iskierka powrotu do minionych obyczajów dla Rodu Łaskarzewskich. Imć Pan Ireneusz Łaskarzewski, tropiący ślady rodowe od dziesiątków lat, postanowił wiedzę swą udostępnić krewnym swoim po świecie całym rozsianym. Nie byłby on też sobą, gdyby idei swej nie rozszerzał wciąż, aż wieczora pewnego postanowił ponownie zgromadzić Łaskarzewskich w jednym miejscu. Tak oto narodziła się myśl I Wielkiego Zjazdu Rodu Łaskarzewskich.

Przygotowania ruszyły "z kopyta", po świecie rozpuszczono wici. Rozmowy, obliczenia, plany... i ignorowanie niedowiarków, którzy nic dobrego nie wróżyli. Wolę przybycia na wezwanie zadeklarowało blisko dwustu przedstawicieli Rodu z Kraju i świata całego.

Gdy przeszedł ten słoneczny dzień 16 czerwca RP 2006, do ostoi ciszy i spokoju w maleńkich Księżych Młynach nieopodal Turku zaczęli zjeżdżać pierwsi członkowie Rodu. Starym Ojców zwyczajem, tuż po posiłku, udali się do pobliskiego kościółka, gdzie ksiądz Grzegorz ? proboszcz najmniejszej w Polsce parafii (145 dusz) odprawił Mszę św. w intencji wszystkich Łaskarzewskich, zarówno obecnie żyjących, jak i tych, którzy dawno odeszli do Pana.

Po powrocie w głuszę lasu Księżych Młynów, przybyli zgromadzili się w wielkiej izbie ośrodka Van Pur, aby wysłuchać długiego bajania Ireneusza Łaskarzewskiego o dziejach rodziny, jego pasji genealogicznej i bogatych planach na przyszłość. Niestety, nie wszystkie optymistyczne zapowiedzi sprawdziły się. Okazało się, że na miejscu są jeno sześćdziesiąt cztery osoby. 

Z Wrocławia przyjechali: Ireneusz Łaskarzewski z małżonką Janiną z Grabińskich, Andrzej Łaskarzewski z żoną Anną oraz Zygmunt Łaskarzewski

Goleniów reprezentowała Maria Łaskarzewska-Cieśla
tudzież Adela Capiga z wnukiem Hubertem oraz Zofia Kurylak. 

Ze Świdwina przybył Jacek Capiga

Do Księżych Młynów wiodły też drogi z pogranicza gór i Śląska. Z Bielska-Białej zawitał Bogusław Łaskarzewski z żoną Krystyną. 
Na Podlasiu, w Białej Podlaskiej mieszkają Mariusz, Katarzyna, Kacper i Mateusz Łaskarzewscy, którzy również przyjechali na Zjazd. 
Zbigniew Łaskarzewski zjechał ze Świnoujścia, a jego siostra Danuta z Wolsztyna.
Ewa Maszkowska z Pasłęka przyjechała wraz ze swymi najbliższymi - Marią, Janem, Łukaszem i Sławomirem Machulami z Mrągowa .
Wiesław i Danuta Łaskarzewscy z synem Kamilem z Lublina,  
Tomasz i Anna Tyszeccy z Pasłęka, 
Antoni Łaskarzewski z żoną Haliną oraz ich syn Grzegorz z żoną Lidią z Konina, 
Halina Tutka z Biłgoraja 
a Tadeusz i Grzegorz Łaskarzewscy z Łagiewnik. 
Do Księżych Młynów przyjechał także z Milicza Tomasz Łaskarzewski z żoną Janiną oraz Wiesław Katarzyna i Julia Łaskarzewscy, 
zaś z Bukowic Ireneusz, Ewa, Mateusz i Kacper Łaskarzewscy. 
Wśród przybyłych nie zabrakło także Jarosława i Sławomira Łaskarzewskich z Białegostoku, 
Eugeniusz i Zbigniew Łaskarzewscy przyjechali z Gliwic, 
ZdzisŁaw Łaskarzewski z Żyrardowa, Jolanta, Stella, Szymon i Krzysztof Łaskarzewscy z Kosewa, Jan Łaskarzewski z Chyżowic, 
Andrzej Łaskarzewski z Małgosią z Warszawy. Stolicę również reprezentowała maskotka Zjazdu Antonina Łaskarzewska, której korzenie sięgają dalekiego Kazachstanu. Niewątpliwie najdłuższą drogę do pokonania miała Aneta Łaskarzewska, która przybyła aż z kraju germańskiego.
Na Zjeździe obecni byli też zaproszeni goście honorowi, a wśród nich Ksiądz Grzegorz Proboszcz i Piotr Korycki z córką Rozalią.

Już na początku spotkania wybrano najstarszych przedstawicieli Rodu. Seniorami okazali się być Zygmunt Łaskarzewski i Ewa Maszkowska, która przez wiele kolejnych godzin nadawała ton spotkaniu.

Miłe zaskoczenie wywołał Bogusław Łaskarzewski, który ufundował i rozdał zebranym własnoręcznie wykonane tabliczki upamiętniające ten historyczny zjazd. Z rąk do rąk przekazywano sobie również ufundowany przez Marka Sielickiego z Kopenhagi a wykonany techniką metaloplastyki przez znanego artystę plastyka Mirosława Sołtysa wspaniały herb Łabądzia. Podziwiany był również herb rodowy wykonany w drewnie przez góralskiego rzeźbiarza a zamówiony przez Bogusława. 

Spotkanie w podziemiach, choć sympatyczne i konieczne, musiało jednak ustąpić miejsca luźniejszej atmosferze, która mogła zapanować jedynie na świeżym powietrzu, przy grillu, beczkach piwa i innych trunkach. Wówczas to, poznając się bliżej, wymieniano się wspomnieniami, opowiadano sobie dzieje rodziny, pokazywano zdjęcia osób, o których wielu już nie pamiętało. Nawet kilkuletnie dziatki, baraszkując wokół, rychło przełamywały bariery dzielące poszczególne gałęzie Rodu. 

Już po kilkudziesięciu minutach nie można było odróżnić poszczególnych rodzin. Rozpierzchnąwszy się po terenie, każdy chciał poznać tych nieznanych sobie dotychczas, wysłuchać jego dziejów, poznać obecne życie. Duch rodziny odżywał bardzo szybko. Czas jednak płynął nieubłaganie. Około piątej nad ranem nawet najwytrwalsi skierowali się w stronę hotelowych pokojów, by choć nieco odpocząć przed nieuchronnie zbliżającą się chwilą powrotu do domów. - Warto było przyjechał - zapewniał kronikarza Imć Pan Andrzej Łaskarzewski z Warszawy. Z kolei dla Ewy Maszkowskiej to spotkanie to podróż sentymentalna, możliwość odwiedzenia dawno nie oglądanych stron, spotkania z ludźmi znanymi jedynie z opowiadań... - Jak Bóg pozwoli, przyjadę i za rok - deklaruje.

Nazajutrz, gdy podano śniadanie, rozmowy były tyleż swobodne, co niecierpliwe. Każdy bowiem wiedział już, że nadchodzi chwila pożegnać z tymi, których dopiero co poznał. Zapanowała atmosfera prawdziwie rodzinnych pożegnań. Jeszcze tylko wspólne fotografie, wymiana adresów, pierwsze przymiarki do kolejnego spotkania i... auta ruszyły w drogę powrotną.

W chwilę po rozstaniu, rozpoczęły się rozmowy o przyszłosci. Ten i ów nie mógł już wyobrazić sobie przyszłego lata bez kolejnego spotkania rodzinnego.
Dyskusja trwa, ale wygląda na to, że tym razem Łaskarzewscy spotkają się na dłużej...

TytułKronika I Zjazdu Rodu Łaskarzewskich
Link doIreneusz Kazimierz Łaskarzewski

» Pokaż wszystko     1 2 3 4 5 ... dalej»     » Pokaz slajdów